9 sie'19

Podziel się:

Sztuka spacerowania i spacer pełen sztuki

Jak przechadzając się po wrocławskim Nadodrzu, można poczuć się niczym paryżanin sprzed dwóch wieków? Niezależnie gdzie się udamy, przy odrobinie refleksji i uważności, możemy odkryć prawdziwe arcydzieła codzienności. A gdy miejscem tym jest Nadodrze, owe arcydzieła to często autentyczne okazy sztuki, wzornictwa i rzemiosła. 

W dziewiętnastowiecznej Francji rozwinęła się dość nietypowa subkultura, w centrum której stały… spacery. Flaner (z francuskiego flâneur – włóczęga, spacerowicz), bo tak określano osobę z tej społeczności, to nieformalny obserwator miejskiego życia, nieśpiesznie przechadzający się bez wyznaczonego celu, chłonący otaczającą przestrzeń. Doświadczanie miasta stanowiło dla flanerów źródło inspiracji, przyjemności, a także natchnień i wrażeń estetycznych. Balzac tak pisał o sztuce “wałęsania się” w Fizjologii Małżeństwa:

“Och! Błądzić po ulicach Paryża! Cóż za czarowne i rozkoszne zajęcie. Wałęsać się to cała umiejętność, cała gastronomia oka. Przechadzać się to wegetacja: wałęsać się – to życie.”

Kultura flanerów opierała się na spontaniczności; flanerzy traktowali spacer jako przygodę, podczas której odkryć można nowe miejsca lub spojrzeć zupełnie inaczej na te już znane. 

Dziś sznurujemy wygodne buty, wyłączamy komórki, zostawiamy mapy i przewodniki i niczym dawni flanerzy wyruszamy w podróż po najbardziej artystycznej dzielnicy Wrocławia – Nadodrzu. Startujemy – a jakże inaczej – na dworcu. Możemy wyobrazić sobie, że właśnie wysiedliśmy na Dworcu Nadodrze, nic nie wiemy o dzielnicy, w której się znajdujemy. Nasz jedyny bagaż to ewentualna butelka wody, nigdzie nam się nie śpieszy. Wita nas piękna zieleń Parku Staszica. 

Gdy tylko miniemy zielony skwer, czekają nas pierwsze oznaki, że Nadodrze nie bez powodu kojarzone jest ze sztuką i rzemiosłem. Możemy przyjrzeć się witrynie galerii oferującej ręcznie wykonane meble i akcesoria. Udajemy się na południe. Przechadzając się wśród kamieniczek widzimy życie toczące się w świecie małych butików, kawiarni, a także wciąż działających warsztatów rzemieślniczych i cechów. Część z nich oferuje klasyczne rzemiosło;  z okien innych czuć powiew świeżego designu. Mijamy roślinne i drewniane kompozycje; zamknięte za szybą witryny, a następnie szklaną ścianą słojów, miniaturowe lasy.

 

Skręcamy na wschód i zaglądamy do niepozornych, nadodrzańskich podwórek. Przy ulicy Roosevelta czeka na nas prawdziwa uczta dla oczu. Murale, ceramika, płaskorzeźby. Dwa podwórka ozdobione najpiękniejszymi dziełami europejskiego malarstwa, bujną zielenią malowanych ogrodów, a także wizerunkami samych mieszkańców. Skręcamy w ulicę Jedności Narodowej, przy której czekają butiki lokalnych projektantów i sklepy z rękodziełem. 

Przechadzając się po Nadodrzu, warto dokładnie przyglądać się mijanym kawiarniom. Niektóre z nich oferują nie tylko osłodę (lub ochłodę); w oknie dostrzegamy malutkie witraże, drewniane ozdoby. Wchodzimy do środka, a kawiarnia okazuje się również sklepikiem z rękodziełem i miejscem spotkań lokalnych artystów i miłośników kultury.

Ulica Pomorska – tuż przy samym sercu Nadodrza. W jej bocznej uliczce można natknąć się działające wciąż cechy rzemieślnicze – Cech Rzemiosł Odzieżowo-Włókienniczy oraz Cech Rzemiosł Metalowych. Kierujemy nasze kroki na dalej południe, wzdłuż zielonego skweru przy Pomorskiej. Kawałek drogi ulicą Dubois i trafiamy do CRZ Krzywy Komin. 

 

Skąd możemy udać się dalej odkrywać kolejne zakamarki Nadodrza albo zatrzymać się na dłużej – zakończyć wędrówkę flanera-obserwatora i wejść w rolę uczestnika. Spotkać się z mistrzami rzemiosła, designu i ginących zawodów, których pracownie i galerie mijaliśmy, kultywując prawdziwą sztukę spacerowania.

Loading